27 grudnia 2014

Lista Imion przeczytanych 27 grudnia 2014 r. w Treblince

rabin Eliahu Prager lat 56, był bankierem w Warszawie, mieszkał na Muranowskiej 44, zginął w Treblince wraz z synami: 37-letnim Pesachem i 24-letnim Jakubem; obaj byli kupcami. Żona rabina, Estera z d. Karliner, lat 57, zginęła na Majdanku

Izaak Krenicki lat 68, lekarz internista, mieszkał w Warszawie na Nowy Świat 37, w getcie na Siennej 20 m 3

Mordechaj Klajman lat 60, kupiec z Radomia, jego żona Rywka lat 58 oraz syn Eleazar

Irena Krenicka-Bermanowa, żona Szmuela Bermana, lekarz pediatra, w getcie pracowała w oddziale dla dzieci; w jej mieszkaniu odbywały się wieczory muzyczne; zginęła podczas drugiej akcji, wywieziona do Treblinki

Szlomo Aleksandrowicz lat 57, przedsiębiorca z Grodna, jego żona Liba, lat 57, i synowie: Jakow lat 22, Eliezer lat 20, Eliahu lat 18

Jakub Jankiel Felhendler lat 46, lekarz internista, mieszkał w Warszawie na Leszno 15

Israel Józef Wajnsztajn lat 62, syn Abrama I Perli, mieszkał w Radzyminie na ul. 3 Maja, wraz z 60-letnią żoną Bruchą z d. Osowską i 34-letnim synem Herszem zginęli w Treblince. W czasie wojny zginęły też trzy córki: Fajga lat 28 na Pawiaku, Szajndla lat 26 w Warszawie, Rajza lat 23 w powstaniu w getcie.

Julian Chorążycki lat 52, laryngolog, przed wojną mieszkał na Nowogrodzkiej 31 w Warszawie, a w getcie na ul. Nowolipki 54/4, zginął w Treblince

Mosze Goldkorn lat 57, miał skład kolonialno-spożywczy na Pańskiej 20 w Warszawie, zginął w Treblince z 52-letnią żoną Rywką z d. Kac, i dziećmi: 19-letnią Felicją i 18-letnim Abramem

Teofila Hercenbergowa lat 44, lekarz analityk, mieszkała w Warszawie na ul. Złotej 24, w getcie na Krochmalnej 51 m 30, jej 42-letni mąż Stanisław zginął w getcie warszawskim

Cypora Chana Koniecpoler, lat 72, z d. Pytel, córka Szlomo i Gitel, wdowa, mieszkała w Częstochowie, zginęła wraz z dziećmi: 25-letnim Cadokiem, stolarzem, i 36-letnią Sarą. Ostatnie chwile matki opisał jej ocalony syn Dawid.

„Nie, dzieci moje, w dzień poprzedzający święto Jom-Tow w naszym mieście akcji nie będzie” – były to słowa naszej starej matki. Obejmowała swoje dzieci, które się pakowały, wkładały rzeczy do plecaków jednocześnie opłakując swoje lata. Z sąsiadujących z nami mieszkań słychać wyłącznie zawodzenie smętne, zarówno młodych jak i starych, i tylko słowa: „Jutro w wigilię Sukot odbędzie się w tej części miasta akcja” – to oznacza wysłanie Żydów do obozu pracy. Przychodzą sąsiedzi, pytają, jakie rzeczy zabieramy ze sobą, czy długo będziemy jechać. Patrzę na matkę, która robi wrażenie pewnej siebie. Jej siła wpływa dobrze na obecnych, którzy może wierzą. Przyszli żydowscy policjanci przekazać gorzką wiadomość, że jutro o godzinie 3 nad ranem rozpocznie się akcja, wszyscy muszą być gotowi. Gdy wiadomość dotarła do naszego domu, matka pobladła, nakazuje stanąć swoim starym chorym nogom, a nogi zaczynają drżeć. Czuje się nadludzkie napięcie u tej starej, załamanej kobiety. „Przestańcie płakać”, nakazuje, „rozejrzyjcie się wokół”. Prosi, żeby wprowadzić dziesięciu mężczyzn. Córki przeraziły się, pytają: „Mamo, co się stało?”. A matka na to: „Serdecznie was proszę, zróbcie mi łaskę, muszę się pożegnać”. Weszli sąsiedzi do mieszkania, matka wyciąga wino i zakąskę. Ludzie piją „Le chaim”. W obecności minjanu żegna się ze zmarłym mężem, z dziećmi i sąsiadami. Do córek mówi: „Jesteście młode, może się uratujecie przed łapami morderców, a gdzie będzie moja mogiła, przecież nikt nie będzie wiedział. Wasi bracia nie zmówią kadisz, minjan Żydów jest moimi świadkami, że jestem gotowa do ostatniej mojej drogi”. Nazajutrz brutalne ręce oderwały córki, które mocno trzymały się swojej matki. Tak minęły ostatnie chwile mojej matki: Hany Cypory, córki Szlomy Mejera.