Jedwabne-Radziłów-Wąsosz-Szczuczyn

Wielokrotnie czytaliśmy Imiona w tych miejscowościach. Od 2017 roku jeździmy też do Bzur. Byliśmy tu 20 stycznia 2018, 10 lipca 2017,  21 stycznia 2017,  10 lipca 2016, 16 stycznia 2016, 10 lipca 2015, 17 stycznia 2015, 10 lipca 2014, 18 stycznia 2014, 10 lipca 2013, 26 stycznia 2013.

Kilkakrotnie czytaliśmy też rozważania / wiersze Haliny Bortnowskiej

*

Tylko z pozoru tutaj gleba
którejś tam klasy okrywa się trawą
jakby wciąż była łąką
a latem kwitną rumianki i osty
tu wszystko nieprawdziwe
rzeczywisty jest ogień
sięgający do środka ziemi
rozniecony przez ludzi
przeciw ludziom – aby ich unicestwić
taki ogień nie gaśnie
albo gaśnie pozornie
pod popiołem, który nie stygnie
o tyle lat za późno klękając tutaj
czujemy zamróz i żar, podwójny ból,
ledwie wyczuwalne echo
tu skończyło się życie,
krótkie życie dzieci,
które jak Samuel prosiły
mów Panie – my słuchamy
nie wiem, czy wolno nam
powtórzyć za nimi te słowa
któż zdoła rozliczyć się
z takiego powołania?
tylko o łaskę wypada prosić,
tylko o łaskę

Halina Bortnowska 2015 Jedwabne

*

Po co nam, żywym, umarli?
Składając na ich grobach
kamyki pamięci
czujemy w sobie
prąd siły do życia
Ci, których wspominamy
ze wszystkich sił pragnęli
abyśmy istnieli
tu i teraz
Potrzebujemy umarłych
aby oprzeć się nakazowi wiatru
który nas pcha
w cztery kąty pustyni.
Po co im, umarłym,
my, żywi,
tu i teraz
Nie wiem
Łono Abrahama
jest dla nich wszystkim
A może jednak
staje się cieplejsze
lepiej karmi nieustającym blaskiem
gdy my wsparci ich przykładem
decydujemy się zachować
choć jedno z przykazań
to pierwsze i to drugie,
podobne pierwszemu.

[Pwt 6:5]

Halina Bortnowska 2014 Wąsosz

Psalm dla pielgrzymów do Jedwabnego

10 lipca 2001

Oto bruzda
tu kości Abla
naszego brata, naszego syna, naszego przodka
Oto jaki los zgotował mu Kain
nasz brat, nasz syn, nasz przodek
Zapłaczmy nad nimi
rozdzierając serca
a nie szaty
Oto zagon
tu wsiąkły łzy i pot śmiertelny
a potem wciśnięto czarny popiół
Naszym braciom
taki los zgotowali
nasi bracia, nasi synowie, nasi przodkowie
Zapłaczmy nad nimi
rozdzierając serca a nie szaty
Uznajmy swoje winy
weźmy na siebie te winy, których
nikt dotąd nie uznał
Zapłaczmy nad nimi
rozdzierając serca a nie szaty
Stańmy w milczeniu
przed milczeniem Niewysłowionego

Uroczystość

10 lipca 2001

Wdeptujemy świeżą ścierń w rozmiękły marny grunt
za naszymi plecami stoją niedojrzałe kłosy
jak się mogli kryć w takim żytku
ci co nie chcieli umrzeć
Głos kantora kołuje nad polami
jak jastrząb, jak upierzone przekleństwo
żółtym okiem wypatruje
na kogo spaść
Głos rabina jest słaby
To jego stare oczy unoszą się ku niebu
głos zostaje na ziemi
przenika i obejmuje usiłujących rozumieć
Kiedy rabin wypowiada słowo Hashem
jego usta drżą – wiem to choć nie widzę –
święte imię leci ku mnie jak złota pszczoła
naczynie błogosławieństwa.
Otaczają je litery płonącej Tory
litery w niebo wstępujące
rój płomyków
który znika
gdy obłok zasłania niebo
Nie brakuje pytających
czemu tu stoicie –
oni nam nie obiecują, że te litery wrócą
tak, jak je teraz widzieliśmy opuszczające nas
Taką nadzieję ma tylko rabin…

Jedwabne-Radziłów-Wąsosz – styczeń 2013, z pamięci i wyobraźni

Dziś świeży śnieg zalega pole
Pod nim koleiny, ślady ludzi i ptaków
Niżej, głębiej
zetlały, zdeptany piołun
z korzeniami w popiele
Pod popiołem
już blisko środka ziemi
niegasnący żar.
Uklęknij w śniegu
Spójrz w ciemniejsze niebo
Skąd nadleciał.
„Gdzie był wtedy Bóg”
tak nieodmiennie pytamy
On sam każe pamiętać
Że był tutaj.
Jemu to uczynili
Jemu także
Ale czy to pociecha?
Nie ścieraj z twarzy
topniejącego śniegu.