27 października 2013

Lista Imion przeczytanych 27 października 2013 r. w Treblince

Najbliżsi członkowie rodziny Haliny Birenbaum, którzy zginęli w Treblince

Ojciec Jakub Grynsztajn, lat 47, pochodził z Białej Podlaskiej, był tam urzędnikiem w sądzie. W Warszawie pracował jako pośrednik handlowy w firmie Strójwąs, rodzina mieszkała na ulicy Nowiniarskiej 11/3.

Dziadkowie ze strony Mamy:

Szlomo Kijewski z Żelechowa, lat 68, mieszkał na Sapieżyńskiej, miał fabryczkę butów na Pawiej, i Sura Jenta Kijewska, której mama – prababcia Haliny – miała na imię Miriam, i także zginęła w Treblince

Babka Mamy ze strony Ojca, Chana Kijewska, z Żelechowa, lat 85, wywieziona do Treblinki z Warszawy

Siostry Mamy, ciotki Haliny:

Fela Moszkowicz z d. Kijewska, lat 39, i jej mąż Meir Moszkowicz, lat 41, właściciel restauracji, mieszkali na Nalewkach 23. Fela zginęła w Treblince, Meir został wyciągnięty z pociągu i rozstrzelany wraz z grupą Żydów, którą prowadził na specjalnych przepustkach. Mieli dwoje dzieci: Halina zginęła w Oświęcimiu, Kuba zginął w Skarżysku.

Hela Hendzelek z d. Kijewska, lat 35, jej mąż Heniek, lat 37, hafciarz, i ich dzieci: Kalman urodzony tuz przed wojną i Chaja, urodzona w getcie, miała roczek

Wujowie:

Abram Kijewski z Żelechowa, fabrykant butów, jego żona Edzia Kijewska z d. Morgensztern, lat 42, i dzieci: Dorka lat 20, Kubuś lat 14, Helenka lat 12.

Jankiel Kijewski, 29 lat, z Żelechowa

Ciotka Rózia Kijewska, lat około 40, żona Gidale, brata matki zmarłego przed wojną, zginęła w Treblince, a jej syn Kuba, 20-letni student, uciekł do Rosji i tam zginął. Mieszkali w Warszawie na Świętojerskiej. Rózia zajmowała się ręcznym szyciem skórzanych rękawiczek.

Stryj, Abram Grynsztajn, jubiler, młodszy brat ojca, z żoną Maszą, około lat 40, mieszkali na ul. Gęsiej.

Matka, Pola z domu Kijewska, zginęła na Majdanku.

Rodzina pierwszego męża matki (który zmarł na tyfus po roku małżeństwa), Sala Balin z d. Brzezińska, i jej synowie: Mietek 24 lata i Samek 17 lat. Jej mąż, Josef Balin został zastrzelony wraz z wszystkimi Żydami w obozie w Poniatowej. Balinowie mieli fabryczkę butów w Warszawie. Josef był bratem pierwszego męża matki Haliny.

Ciotka Ojca, Chawa Grynsztajn, około 60 lat z Białej Podlaskiej, mieszkała w Warszawie na Pawiej z synem Motlem lat ok. 30.

Rodzice bratowej Haliny, Heli Herszberg z Bydgoszczy, byli w średnim wieku, w czasie wojny mieszkali w Warszawie na Ogrodowej. Zostali zabrani i zawleczeni do Treblinki z selekcji w getcie, zwanej „kocioł na Miłej” jesienią 1942, już po wielkich akacjach.

Rodzina Henryka Birenbauma:

Ojciec Beniamin Birenbaum, lat 46, pochodził z Łowicza, fryzjer, mieszkał z rodziną na ul. Nowe Miasto 1, pracował jako inkasent majstrów kominiarskich, matka Rachela (Rózia) z d. Okuniew, lat 45, i brat Bolek, uczeń, lat 19

Halina Birenbaum wspomina: „Po spaleniu naszego domu na Nowiniarskiej 11 na początku niemieckich bombardowań Warszawy, zamieszkaliśmy aż do wysiedlenia 22.07.1942 w pokoju wynajętym u dentystki dr. Fani Geszychter na Muranowskiej 7/9 na II piętrze. Mieszkanie składało się z pięciu pokojów i kuchni, każdy pokój był wynajęty, kuchnia też. Dr. Celnikier mieszkał na przeciwko nas, przyjaźnił się z moim bratem Markiem. Elusia Geszychter, Piniek Zborowski i Maryś Kokiet byli moimi przyjaciółmi, towarzyszami zabaw podwórkowych na Muranowskiej 7/9. Pani Mendelcwejg też zajmowała pokój u Geszychterów, a także rodzina Zajdman: Beniamin Zajdman, garbarz, żona Fajga, lat około 30, i córka Erna o rok młodsza ode mnie, moja bliska przyjaciółka. W czasie powstania w getcie ukrywali się w dużym bunkrze na Nalewkach, który Niemcy zatopili wraz z wszystkimi ukrywającymi się.”

Sąsiedzi, przyjaciele i znajomi z domu na Muranowskiej 7/9.

Rodzina Geszychterów: Fania lat 49, dentystka, mieszkała na II piętrze, była sparaliżowana, została zabita przez Niemca w łóżku. Jej dzieci: Tadek 26 lat, technik dentystyczny, Bela lat 28, która pracowała w składzie aptecznym, i Elusia lat 15 – poszły dobrowolnie na Umszlagplatz na początku akcji z powodu strasznego głodu. Syn Zygmunt przeżył w Rosji.

Pepa lat 22, narzeczona Tadka Geszychtera, studentka, jej ojciec był przemysłowcem budowlanym w Warszawie, zginęła w Treblince razem z rodzicami.

W tym samym domu na Muranowskiej 7/9 mieszkała samotna starsza pani Mendelson, której dwaj synowie wyjechali przed wojną do Palestyny, a trzeci syn, lekarz, zmobilizowany w 1939 roku, uciekł potem na Wschód.

Rodzina Zborowskich, sąsiedzi z Muranowskiej 7/9. Zborowski został zastrzelony w czasie akcji na ulicy, jego około 40-letnia żona i 13-letni syn Piniek zginęli w Treblince.

Razem z nimi zginęli ich krewni, także mieszkający na Muranowskiej 7/9 – rodzina Fryszbergów z 4-letnim synem Jerzykiem. Fryszberg był członkiem komitetu domowego, działał w organizacji pomocy głodującym sąsiadom.

Rodzina Kokietów z I piętra na Muranowskiej 7/9: ojciec adwokat, matka Andzia, lat 40, nauczycielka, syn Maryś, 14 lat, zostali zawleczeni w czasie akcji na Umschlagplatz i do Treblinki.

Dr. Zygmunt Celnikier, lat 47, z żoną mieszkali na II piętrze. Dr. Celnikier został zastrzelony w getcie przez okno mieszkania, jego żona, Bronia z domu Bankier, lat 40, córka właściciela młyna, zginęła w Treblince.

Rodzina Trąbków z Muranowskiej 7/9. Abraham Trąbka, 45 lat, fabrykant tekstylny, jego żona Sara lat 40 i dwie córki studentki: Edzia 18 i Henia 20 lat zginęli w Treblince.

Rodzina Kwintnerów z Muranowskiej 7/9: Kwintner został zastrzelony w kryjówce, żona Estusia zabrana do Treblinki z Witką, sześcioletnią córeczką zmarłej siostry, którą wychowywała i 15-letnim synkiem Adasiem. Oboje Kwintnerowie mieli około czterdziestu lat. Estusia pomagała mężowi w utrzymaniu domu robotami ręcznymi, szydełkowaniem, robieniem pomponów do butów domowych.

film z tego dnia w Treblince:

#t=0

Halina Birenbaum napisała po obejrzeniu tego filmu:

Umożliwiłaś mi i Henrykowi być z Wami tam WCZORAJ w Treblince, to jest niesamowite wobec czego każde słowo podziękowania wydaje się banalne. Takie spotkanie upamiętniające i wspólna modlitwa z głębi duszy o Pokój dla Dusz Ofiar, o Dobro dla ludzi i w ludziach, w tym miejscu przestrasznej kaźni, poświęcone moim Bliskim, mnie, Henrykowi – jest dla nas niewyobrażalnym przeżyciem, najgłębszym doznaniem po tylu, tylu latach od tamtych zdarzeń! Imiona moich Bliskich tak drogich wymawiane na głos przez nowe, wolne pokolenia w Polsce, w tej samej Treblince a jednak innej, bo w serdecznej pamięci, szacunku, ocieraną łzą współczucia, bólu nad losem tu zgładzonych, nieznanych bezpośrednio ani pośrednio – to pewność, że zło nie zwyciężyło i nie zwycięży, sens zmagania się o to, życia! I nagle odżyła w Treblince moja warszawska Muranowwska,moi rodzice, rodzina, przyjaciele, sąsiedzi, walka o przeżycie nas wszystkich… Ja tylko zostałam, przypomniałam ich imiennie na ich prochach w Treblince dzięki wspaniałym ludziom – dzięki sercu wielkiemu katolickiego Księdza Wojtka Lemańskiego! Piszę, ale w sercu jest tyle, że nie da się przelać na papier. Nie spałam całą noc wczoraj, i też chciałam być z tymi oczekiwanymi doznaniami niedzielnymi. Dla mnie ta data Niedziela 27 października 2013 roku pozostanie dniem historycznym – hołdem! Sciskamy mocno Wasze dłonie. Halina i Henryk Birenbaum

28.10.2013r.